Odwiedziliśmy jakieś muzeum, które według Liama było "niezwykle interesujące", ale chyba tylko on tak sądził. Następny cel: Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud (nie wiedziałam, że muzea wliczają się w "zwiedzania MIASTA", no ale dobre i to). Zrobiliśmy sobie zdjęcia ze wszystkimi osobistościami i gwiazdami show-biznesu, sportowcami i bohaterami kreskówek. Niall uparł się, żeby najwięcej fotek zrobić Justinowi Bieberowi i Barack'owi Obamie, natomiast Liam chciał szczególne zdjęcia z figurkami z Toy Story. Reszta nie miała specjalnych wymagań, w tym czasie kręcili się wśród woskowych podobizn kobiet, dziewczyn i wszystkich innych samic i sprawdzali "jakość wykonania". Po zmacaniu wszystkich postaci, zaczęli chować się wśród figur, a kiedy ktoś przechodził, wyskakiwali wydając z siebie dziwne dźwięki. Spędziliśmy w tym muzeum ponad 2 godziny, więc po wyjściu Niall zażądał (chłopak strasznie dużo chce), by teraz pójść coś zjeść. Liam oznajmił, że musi iść do Danielle (niczym ten Romeo na rączym rumaku, ale przecież nikt nie stanie na przeszkodzie prawdziwej miłości), więc zostaliśmy w piątkę. Wszyscy szliśmy za Horanem, który prowadził nas w tylko sobie znanym kierunku (mam nadzieję, że znał drogę, a nie szedł, próbując wywęszyć jakąś knajpę). W pewnym momencie Zayn zaliczył bliskie spotkanie z latarnią (tak to jest, jak się ciągle patrzy w telefon).
- Oh, przepraszam panią. - powiedział nieprzytomny, rozejrzał się wokół, po czym z wielkim uśmiechem zaczął wykonywać jakiś taniec- połamaniec. Musiał walnąć w słup bardzo mocno. Kiedy już opadły mu emocje, zmienił wyraz twarzy.
- Ja... tego, no, muszę iść. - powiedział i już go nie było. Nasza grupka coraz bardziej się wykrusza. Jeszcze wyjdzie na to, że nim dojdziemy do tej restauracji, zostanę sama z Niallem, a to by oznaczało... totalną kompromitację w moim wykonaniu. Jeżeli Louis albo Harry nas teraz opuszczą, to osobiście ogolę im głowy i narysuję wąsy milorda niezmywalnym markerem.
- Oh, przepraszam panią. - powiedział nieprzytomny, rozejrzał się wokół, po czym z wielkim uśmiechem zaczął wykonywać jakiś taniec- połamaniec. Musiał walnąć w słup bardzo mocno. Kiedy już opadły mu emocje, zmienił wyraz twarzy.
- Ja... tego, no, muszę iść. - powiedział i już go nie było. Nasza grupka coraz bardziej się wykrusza. Jeszcze wyjdzie na to, że nim dojdziemy do tej restauracji, zostanę sama z Niallem, a to by oznaczało... totalną kompromitację w moim wykonaniu. Jeżeli Louis albo Harry nas teraz opuszczą, to osobiście ogolę im głowy i narysuję wąsy milorda niezmywalnym markerem.
Mimo moich obaw dotarliśmy w całości do.. Milkshake City. No tak, po co nam wartościowe posiłki, wpychajmy w siebie same fast foody. Weszliśmy do środka. Różowe ściany, stoliki i krzesła. Na ścianach krowie portrety (Krowa Lisa, Krowa z łasiczką, itd.). Sceneria jak z jakiegoś japońskiego horroru. Chyba tylko ja czułam się tutaj nieswojo, bo chłopcy nawet się nie rozglądnęli (Harry się rozglądał, ale za kelnerkami w krowich uniformach). Nasze zamówienie zostało zrealizowane w ekspresowym tempie, więc nie musiałam dłużej patrzeć na ponure spojrzenia krów ze zdjęć (nadal czułam ich wzrok na sobie, to mućki- mordercy, mogę się założyć). Kiedy skończyliśmy nasze niezwykle pożywne jedzenie, czekaliśmy jeszcze chwilę (albo dwie) na Nialla, a później poszliśmy w kilka innych miejsc do zwiedzenia, aż w końcu zaczęło robić się ciemno.
- To teraz czas na ostatnią atrakcję, a później wracamy do domu. - oznajmił Louis i teraz to on prowadził, tylko nie chciał powiedzieć gdzie. Po 20 minutach drogi stanęliśmy w kolejce do London Eye.
- Chyba żartujecie. Ja do tego nie wejdę, mam lęk wysokości! - powiedziałam z przestrachem, jednak nikt mnie nie słuchał. Nie było duzo ludzi (bo jak to mówię: głupi ma zawsze szczęście, ale nie żeby coś), więc po chwili nadeszła nasze kolej. Niall wszedł pierwszy, za nim ja... i to tyle.
- Ej, a wy? - skierowałam pytanie do Lou i Hazzy.
- Tylko 2 osoby, skarbie. - odezwał się Harry.
- Co? Niby jak 2 osoby, skoro w poprzednim zmieściło się co najmniej 7?
- Dwie osoby i bez dyskusji. Paa! - pomachali nam, kiedy drzwi wagonika się zamknęły. Widziałam jeszcze, jak przybili sobie piątkę. Ja im dam! Podłe karykatury. Niech no ja się dowiem, czyj to był pomysł. Zostawić mnie samą, razem z moim niewyparzonym językiem i Niallem. Brawo.
- Chyba żartujecie. Ja do tego nie wejdę, mam lęk wysokości! - powiedziałam z przestrachem, jednak nikt mnie nie słuchał. Nie było duzo ludzi (bo jak to mówię: głupi ma zawsze szczęście, ale nie żeby coś), więc po chwili nadeszła nasze kolej. Niall wszedł pierwszy, za nim ja... i to tyle.
- Ej, a wy? - skierowałam pytanie do Lou i Hazzy.
- Tylko 2 osoby, skarbie. - odezwał się Harry.
- Co? Niby jak 2 osoby, skoro w poprzednim zmieściło się co najmniej 7?
- Dwie osoby i bez dyskusji. Paa! - pomachali nam, kiedy drzwi wagonika się zamknęły. Widziałam jeszcze, jak przybili sobie piątkę. Ja im dam! Podłe karykatury. Niech no ja się dowiem, czyj to był pomysł. Zostawić mnie samą, razem z moim niewyparzonym językiem i Niallem. Brawo.
Kiedy znaleźliśmy się już na dosyć dużej wysokości, mocniej ścisnęłam poręcz i przymknęłam oczy.
- Hej, spokojnie, wygniesz metal. - odezwał się wreszcie blondyn.
- Taki mam zamiar. Widzisz jak wysoko jesteśmy?!- Gratulacje. Oczywiście, że on nie widzi wysokości, bo jest ślepym idiotą. Na szczęście uznał to za żart, ale i tak, jakbym mogła, to zamknęłabym sobie buzię własnym trampkiem. To się nie może udać. Chłopak starał się prowadzić jakąś rozmowę, ale ja tylko potakiwałam lub mówiłam pojedyncze wyrazy, żeby nie palnąć jakiejś głupoty, po raz kolejny.
Po chwili chłopak podszedł bliżej, złapał mnie za rękę i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Wiesz... Odkąd tylko cię zobaczyłem po raz pierwszy, wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Może to głupio zabrzmi, ale czy chciałabyś już zawsze być ze mną razem i żyć w krainie niebieskich jednorożców i tęczy? - Oh. OH WOW.
- Tak, oczywiście, że tak! - prawie wykrzyczałam mu to w twarz.
- To super, bo jestem już głodny. - Chwila, co?
- Hę? Możesz powtórzyć pytanie?
- Pytałem, czy mogę liczyć na jakąś kolację. - powtórzył, dziwnie mi się przyglądając.
- Ah. Spoko, nie ma problemu. - mało się nie rozpłakałam, kiedy zauważyłam, że on wcale nie stał koło mnie, tylko po drugiej stronie wagonika i patrzył za okno. Jestem. Totalnym. Zerem. Odwróciłam się do szyby i nawet nie odczułam zawrotów głowy. Czekałam tylko, aż znajdziemy się w domu.
- Hej, spokojnie, wygniesz metal. - odezwał się wreszcie blondyn.
- Taki mam zamiar. Widzisz jak wysoko jesteśmy?!- Gratulacje. Oczywiście, że on nie widzi wysokości, bo jest ślepym idiotą. Na szczęście uznał to za żart, ale i tak, jakbym mogła, to zamknęłabym sobie buzię własnym trampkiem. To się nie może udać. Chłopak starał się prowadzić jakąś rozmowę, ale ja tylko potakiwałam lub mówiłam pojedyncze wyrazy, żeby nie palnąć jakiejś głupoty, po raz kolejny.
Po chwili chłopak podszedł bliżej, złapał mnie za rękę i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Wiesz... Odkąd tylko cię zobaczyłem po raz pierwszy, wiedziałem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Może to głupio zabrzmi, ale czy chciałabyś już zawsze być ze mną razem i żyć w krainie niebieskich jednorożców i tęczy? - Oh. OH WOW.
- Tak, oczywiście, że tak! - prawie wykrzyczałam mu to w twarz.
- To super, bo jestem już głodny. - Chwila, co?
- Hę? Możesz powtórzyć pytanie?
- Pytałem, czy mogę liczyć na jakąś kolację. - powtórzył, dziwnie mi się przyglądając.
- Ah. Spoko, nie ma problemu. - mało się nie rozpłakałam, kiedy zauważyłam, że on wcale nie stał koło mnie, tylko po drugiej stronie wagonika i patrzył za okno. Jestem. Totalnym. Zerem. Odwróciłam się do szyby i nawet nie odczułam zawrotów głowy. Czekałam tylko, aż znajdziemy się w domu.
Kiedy London Eye wreszcie zrobiło pełne okrążenie, wreszcie mogliśmy wyjść. Starałam się stwarzać pozory normalności, jakby moja wyobraźnia przed chwilą wcale nie zrobiła sobie ze mnie okrutnie sadystycznego żartu. Czekaliśmy chwilę na Lou i Harry'ego, którzy wysiedli dumni z siebie jak pawie. Zignorowałam ich. Do domu wróciliśmy taksówką (dla "bezpieczeństwa", ale ja wiem, że oni się po prostu boją ciemności). Pod drzwiami była jakaś podejrzana cisza.
- Ej... Gdzie jest Harry?
____________
Siema.
Po prawej macie ankietę, głosujcie, bo jak nie będzie 8 głosów na jakiś jednopart, to nic nie dodam, mwahah xD
No, wydało się, Ivy pisze one-shoty. Trolol.
Ahh, ale was zrobiłam w jajo, Nialler wcale nie wyznał tej paranoiczce miłości :D
Sorry za błędy, jeśli chodzi o praktykę, totalnie nie znam Londynu i nie wiem, co gdzie leży i w jakiej odległości.
Dzięki za komentarze:D
Jak widzicie.. HARRY ZNIKNĄŁ. To peeeeech... Nie ma już dla niego ratunku, KAPUTT. xD
- Ej... Gdzie jest Harry?
____________
Siema.
Po prawej macie ankietę, głosujcie, bo jak nie będzie 8 głosów na jakiś jednopart, to nic nie dodam, mwahah xD
No, wydało się, Ivy pisze one-shoty. Trolol.
Ahh, ale was zrobiłam w jajo, Nialler wcale nie wyznał tej paranoiczce miłości :D
Sorry za błędy, jeśli chodzi o praktykę, totalnie nie znam Londynu i nie wiem, co gdzie leży i w jakiej odległości.
Dzięki za komentarze:D
Jak widzicie.. HARRY ZNIKNĄŁ. To peeeeech... Nie ma już dla niego ratunku, KAPUTT. xD
Pozdrawiam, ściskam i wgl kocham was xxxx
TUTAJ OD PARU ODCINKÓW PISZĘ, KIEDY BĘDZIE NEXT, WIĘC NIE ZADAWAĆ TAKICH PYTAŃ! ♥
next: 15-16.12 + 6.12 one-shot mejbi.
TUTAJ OD PARU ODCINKÓW PISZĘ, KIEDY BĘDZIE NEXT, WIĘC NIE ZADAWAĆ TAKICH PYTAŃ! ♥
next: 15-16.12 + 6.12 one-shot mejbi.