ODWIEDZAJCIE 1D-ONE-STEP-TO-HELL.BLOGSPOT.COM

CZYLI MÓJ KOLEJNY BLOG Z OPOWIADANIEM O 1D!

ZAPRASZAM! ♥

piątek, 24 sierpnia 2012

Chapter 9

Doprawdy fascynujące, zabrali mnie na swoją próbę w jakimś podejrzanym studio. Chyba powinnam się cieszyć, w końcu nie każdy dostąpił takiej tortury. To znaczy: zaszczytu. Dobrze, że nie kazali mi zakrywać oczu czy zrobić coś równie niekonwencjonalnego (jak zażądanie wejściowego), tylko normalnie mnie tam wprowadzili. Zaczynam się przyzwyczajać do tej bandy, co nie wróży niczego dobrego. Studio było stosunkowo niewielkie. Nawet nie wiem, czy powinnam to nazwać "studio", a nie raczej "sala gimnastyczna z lustrami". Szykowała się więc próba taneczna. Choreograf powitał nas obojętnie, kazał mi usiąść pod ścianą i nie przeszkadzać. Danielle miała im pomagać, bo w końcu jest tancerką i się na tym zna. Przećwiczyli układy do 6 piosenek, a później chłopcy się znudzili i zaczęli pajacować. Choreograf się wkurzył i wyszedł, twierdząc, że potrzebuje herbaty z melisy (jaasne, herbaty), więc teraz już nikt nie powstrzymywał tych szajbusów, bo pokazali na co ich tak naprawdę stać. Chcieli mnie wciągnąć do ich zabawy w "kto lepiej zatańczy", ale stanowczo odmówiłam (robienie z siebie debila zostawię im), więc zostałam sędzią wraz z Danielle. Włączyli muzykę.  Na pierwszy ogień poszedł Harry (ruszał się, jakby miał kraby w spodniach), następnie Louis (który odwalił m.in. "spryskiwacza", "strzyżenie owiec" i "wycieraczki"), Liam (nie mam pojęcia co to było...), Zayn (przynajmniej wyczyścił podłogę), a na końcu Niall (nowa odmiana makareny połączona z dzikimi pląsami). Po tym dziwnym występie popadali zmęczeni. Przynajmniej będzie cicho (przez jakiś czas). Miałyśmy się obie naradzić, ale już na wstępie dziewczyna stwierdziła, że wygrać powinien Liam (to się nazywa obiektywne patrzenie). W końcu udało nam się znaleźć kompromis. Odwróciłyśmy się do chłopaków.
 - Po długich dyskusjach... - zaczęłam oficjalnym tonem komentatora sportowego - stwierdziłyśmy, że każda z nas wytypuje innego zwycięzcę.
 - Pierwszym wygranym jest... - Danielle budowała napięcie, choć wszyscy znali już werdykt. - Liam! - a potem był taniec zwycięstwa i gratulacje. Kiedy już się uspokoili, znowu musiałam zabrać głos.
 - Ja natomiast uważam, że wszyscy zasłużyliście na miano najlepszego. - powiedziałam. W końcu i nich mieszkam, nie? Trzeba trochę polukrować, żeby znowu nie spać na ławce w parku. Patrzyli na mnie otępiałym wzrokiem. Wtedy zrozumiałam, że popełniłam taktyczny błąd. Tylko Niall wyglądał, jakby mu to pasowało. Przynajmniej on.
 - To nie fair! - wydarł się na mnie Harry. - Musisz wybrać jedną osobę! - a gdy nie odpowiedziałam, zaczął skandować "sędzia kalosz!".
 - Dobra, więc według mnie wygrał Niall, lepiej? - słowa wypłynęły z moich ust, zanim je przemyślałam. Chyba brak mi połączenia między językiem a mózgiem. No, ale to dlatego wybrałam Nialla, bo... bo tylko on nie był na mnie zły za poprzedni werdykt. Tak, właśnie. Tylko dlatego. Całe szczęście reszta nie miała czasu na zemstę, czy tortury za to, że to nie oni wygrali, bo do sali wparowało kilka osób. Było to 4 chłopaków, na oko w moim wieku. Witali się ze wszystkimi jak starzy znajomi. W końcu Liam zauważył, że stoję jak słup soli i nie wiem, o co chodzi, więc uciszył towarzystwo i zaczął nas sobie przedstawiać. Oczywiście nie zapamiętałam większości imion, bo mówił strasznie szybko (a ja mam jeszcze drobne problemy z językiem angielskim), jednak przynajmniej wiem, że to ich ekipa muzyczna. Nie mam pojęcia, czemu tu przyszli, ale postanowiłam się nie wtrącać i stanęłam pod ścianą, obserwując wszystkich.
 - Siema, Louis wspominał, że potrzebujesz ładowarki do telefonu... -
 podszedł do mnie jakiś koleś. 
 - Ee.. No teoretycznie... - odpowiedziałam niezbyt elokwentnie. Louis mu powiedział? Dlaczego niby miałby się mną przejmować?
 - Więc zobacz, co dla ciebie mam! - wyciągnął z kieszeni jakąś paczuszkę. - Akurat miałem na zbyciu, więc kiedy Lou... - przerwał, bo popatrzyłam na niego z politowaniem. Uwaga, bo mu uwierzę, że "miał na zbyciu" ładowarkę do takiego przedpotopowego telefonu. Podziękowałam za podarunek. Więc zbliża się chwila rozmowy z rodzicami. Zaczęłam planować, co im powiem i przygotowywać się na ewentualne pytania. Pewnie dostanę karę i nakaz powrotu do domu, ale warto spróbować, w końcu jestem pełnoletnia. Zaczęliśmy się zbierać i chłopcy pożegnali ekipę. 

W drodze powrotnej dotarła do mnie groza sytuacji (i nie chodzi mi tu o podróż samochodem z tymi oszołomami). Nic nie mówiłam, tylko rozważałam z przerażeniem co raz to gorsze opcje rozmowy. Siedzieliśmy tak samo jak poprzednio, więc Louis próbował mnie rozśmieszyć, ale jakoś średnio mu to wychodziło. Natomiast Niall był jakiś nieobecny, co jest dziwne, bo zawsze był dość energiczny... Może jest głodny. Byłam tak pochłonięta myślami, że nawet nie miałam czasu zapytać, skąd Lou wiedział, jaki mam telefon i co go to w ogóle obchodzi. Kiedyś zapytam.

Gdy dojechaliśmy do domu, najpierw przygotowałam i podałam obiad, posprzątałam wszystko dokładnie, aż w końcu zabrakło mi zajęć. Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju, uprzednio pożyczając od Liama laptopa. Trzeba się przygotować (po raz kolejny). Zaczęłam spisywać swój plan, który przedstawię mamie (nie poddam się bez walki). Podłączyłam telefon do ładowarki, ale go nie włączyłam. Była 17. (w Polsce 16.), więc rodzice  zdążyli już wrócić z pracy. Po 20 minutach byłam już uzbrojona w różne argumenty, więc wszystko powinno pójść dosyć gładko. Ale wcześniej postanowiłam oddać laptop. W salonie był tylko Louis.
 - Jeśli chcesz to mogę ci potowarzyszyć w trakcie rozmowy. - zaproponował z bananem na twarzy. 
 - Każde wsparcie się przyda. - powiedziałam z ulga i wróciliśmy do pokoju. Cóż, chłopak niewiele zrozumie z tego, co będę mówić po polsku, ale liczy się intencja. Włączyłam telefon. 2 SMSy z życzeniami urodzinowymi (od kuzyna i ciotki...), 20 nieodebranych połączeń od rodziców i jeden SMS od nieznanego nadawcy, datowany na przedwczoraj.
"Hejka, tu Maddie. Obiecałam, że napiszę. Daj znać jak będziesz mieć chwilę ;d" 
Prawie wypuściłam telefon, kiedy zawibrował mi w ręce. Mama. No tak, pewnie dostała cynk, że mój numer jest już aktywny w sieci. Patrzyłam osłupiała w ekran, a Louis jak gdyby nigdy nic podszedł do mnie i nacisnął zieloną słuchawkę. Podniosłam na niego spanikowane spojrzenie, ale nie było czasu na kłótnie.
 - Słucham? - mam nadzieję, że mój głos był taki piskliwy tylko w mojej głowie.
 - To raczej ja powinnam wysłuchać ciebie, młoda damo... - uh, powiało chłodem.
 - Ja...
 - Nie przerywaj mi! - nie będę doszukiwać się w tym logiki. - Czy ty wiesz, jak się o ciebie z ojcem martwiliśmy?! Znikasz w dniu swoich urodzin, wraz z większością rzeczy, nic nikomu nie mówisz, a później nie odbierasz telefonu. Wyjaśnisz mi to?
 - Mamo. Jestem już pełnoletnia i sama potrafię o siebie zadbać. - miałam ochotę walnąć się za to, że mój głos tak drżał. Poza tym, brzmię jak jakaś debilka, która tylko skończyła 18-stkę i już myśli, że jest dorosła i wszystko jej wolno. - Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i spełnić marzenia...
 - Spełnić marzenia! A co ze szkołą, ze studiami, co z nami?! Pomyślałaś choć przez chwilę, jak my się czujemy?!
- Tak, mamo, dlatego nie chcę być dla was ciężarem, ale jak widać ty nigdy nie zastanawiałaś się, co ja czuję. Zadzwoniłabym, ale padł mi telefon i...
- Padł jej telefon! Trzymajcie mnie, bo wyjdę z siebie! - Mama była coraz bardziej zdenerwowana. Usłyszałam, że ktoś zabiera jej słuchawkę. 
 - Cześć, kochanie. 
 - Cześć, tato. - powiedziałam z radością. Teraz łatwiej będzie to wyjaśnić, tata mnie rozumie i jest spokojniejszy.
 - Mama chyba wystarczająco na ciebie nakrzyczała, więc ja pominę ten fragment. Przejdźmy do konkretów. Gdzie jesteś? - opowiedziałam mu moją historię. Pominęłam tylko ten fakt, że mieszkam z piątką chłopaków, do tego sławnych. Mimo że mnie rozumie, to nadal jest mój ojciec.
 - I co teraz zamierzasz? - zapytał po moim słowotoku. 
 - Cóż... Do końca wakacji będę mieszkać u tych dziewczyn. - nikt nie musi wiedzieć, że to jednak chłopcy. - Chciałam złożyć tu podanie na studia, w końcu będzie drugi nabór w następnym tygodniu i jeśli dostałabym się na wydział fotografii, to znalazłabym jakieś małe mieszkanie i pracę.
 - Czyli nie wracasz do domu? - zapytał smutnym głosem.
 - Jeśli uda mi się zarobić, to przylecę was odwiedzić. 
 - Czy to jest to czego właśnie chcesz? Mieszkać i studiować w Londynie? - no takiego pytania się nie spodziewałam...
 - Tak, tato.
 - Jesteś szczęśliwa? - i kolejne niespodziewane pytanie. Zastanowiłam się chwilę. W sumie to...
 - Tak. - powtórzyłam.
 - Dobrze, w takim razie wierzę, że postępujesz dobrze. - to niewiarygodne!
 - Mam nadzieję. Moglibyście przysłać mi papiery potrzebne do podania na studia?
 - Oczywiście. Jaki adres? 
 - Chwila... - odwróciłam się do Louisa.
 - Lui..zjano, mogłabyś podać mi adres tego domu? - powiedziałam z naciskiem. Jestem mistrzem improwizowania imion. Chłopak skinął głową i wysokim głosem podał mi potrzebne dane, które przekazałam tacie. 
 - Dobrze, za kilka dni powinno dojść. Zadzwoń wkrótce, mama pewnie zdąży sobie wszystko przemyśleć. 
 - Nie ma sprawy. To... Do usłyszenia. 
 - Tak. I pozdrów Luizjanę. Na razie. - powiedział ze śmiechem i rozłączył się. Udało się! Chociaż pewnie tata wie, że Luizjana to chłopak. Odwaliłam taniec radości i podziękowałam Louisowi za wsparcie moralne. Następnie zadzwoniłam do Maddison i umówiłyśmy się za 20 minut w parku...
_________
Helooł!
Dziwię się, że chce Wam się czytać takiego szita i jeszcze komentować... Ale dzięki wielkie! Oczywiście doceniam każdy, nawet najkrótszy, komentarz i jaram się nim jak pojechana psychopatka normalna osoba.
Co do komentarzy, to wyjaśniam o co chodziło z tą apteką:
taki suuchar xD "gdzie jest najwięcej witamin? w aptece!". Bo tam sprzedają witaminy... Dobra, jednak nie umiem tłumaczyć.
W sumie to mam nadzieję, że jakoś Was do siebie nie zrażam pisząc takie głupoty. Nie będę naciągać tego opowiadania, skończę je, jak tylko dojdę do głównego wątku, który mam zaplanowany od samego początku (i zacznę pisać inne, mwahahaha!). Co do życia uczuciowego Vicky to... doobra, postaram się coś napisać specjalnie dla ForbiddenRose, bo chcesz o tym przeczytać, jesteś jednym z pierwszych obserwatorów, a w dodatku uwielbiam Twojego bloga... Ta, no więc coś będzie, chociaż niewiele, ale zawsze.
Ankiety nie skomentuję, żeby się czasem nie zdradzić xD
Ah, oczywiście dziękuję Domi za polecenie mojego bloga ^^ Odwdzięczę się tym samym. Więc ludziska wbijać na tego bloga, gdzie Niall traci pamięć, a bohaterka okazuje się być jego siostrą (co jest straszne, bo oni kręcili ze sobą xD). Ah, umiem opisywać...
Postanowiłam umieścić w górze zakładki, gdzie poczytacie sobie o mnie (i o mojej głupocie...), o blogu i możecie znaleźć blogi, które czytam i zareklamować tam swój. Raczej o żadnym blogu nie zapomniałam, ale kto wie.
Co do przyszłości, to... Notki będą się pojawiać pewnie w co drugą sobotę, bo wątpię, żebym dała radę robić to częściej. W końcu pierwsza klasa liceum to nie przelewki xD
Dobra, koniec tej chaotycznej notki.
Cieszcie się resztą wakacji! xxx